logo strony Olimpia Elbląg
Najdalej i pierwszy raz w historii – czyli wyjazd do Wasilkowa
2016-05-09 01:16:51 - kicu
Źródło: własneNajdalej i pierwszy raz w historii – czyli wyjazd do Wasilkowa

W trzecią sobotę z rzędu ruszyliśmy w trasę aby wspierać ukochany klub. Po wizytach w znanych już wcześniej miejscach, czyli Nowe Miasto Lubawskie oraz Biała Piska, przyszło nam się wybrać do miejsca, w którym jeszcze nigdy w historii nie byliśmy – Wasilków. Zapraszamy do przeczytania relacji z tego wyjątkowego wyjazdu.

Najdalej i pierwszy raz w historii – czyli wyjazd do Wasilkowa

Droga do położonego w okolicach Białegostoku miasteczka przebiegła szybko. Ku naszemu zaskoczeniu nie odbyła się policyjna kontrola w stałym punkcie jakim jest klimatyczny parking nad brzegiem Narwi. Aby nie było zbyt pięknie, lokalna policja postanowiła urządzić blokadę w również znanym nam miejscu, czyli na drodze ekspresowej w kierunku stolicy Podlasia. Poza szukaniem dziury w całym przez jednego z mundurowych i  rzuconym tekstem, że „nie można posiadać w autobusie piwa, gdyż autobus wjeżdża bezpośrednio na stadion, a na stadion przecież nie można wnosić alkoholu”, przebiegła ona sprawnie i nie było zagrożenia, że spóźnimy się na mecz.  Obiekt w Wasilkowie (bo stadionem tego nie można nazwać) specjalnie w tym sezonie wzbogacił się o klatkę dla kibiców przyjezdnych. My Olimpijczycy jednak zbyt cenimy sobie wolność i swobodę, więc nie decydujemy się być pierwszymi kibicami którzy zaszczyciliby swoją obecnością ten cud architektury. Zostawiamy ten splendor wyjazdowiczom z innego klubu wink

Stajemy wzdłuż okalającej boisko barierki, wieszamy flagę ZKS i rozpoczynamy doping. Aby streścić miejscowych i atrakcje wokół meczu wypada wspomnieć, że w kilka osób prowadzą doping dla KaeSu, na zwiady w nasze szeregi wysłano dwie dziewczyny, a następnie kilku lokalnych(?), raczej nieprzypadkowych „silnorękich” po wcześniejszej dodatkowej obcince,  postanawia zaprezentować się  jak potrafią maszerować wzdłuż boiska aby następnie zatrzymać się kilkanaście metrów przed sektorem gości i czekać, aż nadciągające posiłki policji otoczą ich i wylegitymują… W naszej grupie odbywają się mini-zakłady dotyczące wyniku meczu. Do ostatniej minuty Olimpia starała się zdobyć piątego gola, jednak wynik końcowy zatrzymał się na 4-0. Pula nagród, podobnie jak w LOTTO podzielona została na 3 szczęśliwców. Po wzajemnych podziękowaniach z piłkarzami ruszamy w drogę powrotną. Jako pierwszy postój wybieramy Wiznę, gdzie pod muralem z podobizną kapitana Raginisa robimy pamiątkowe zdjęcie i skandujemy hasło „cześć i chwała Bohaterom!”. Tak jak na powrocie tydzień temu, tak i teraz kierowca wyciąga maksimum z tego „co fabryka dała” i w ekspresowym tempie dojeżdżamy do Elbląga.

Podsumowując, na nasz najdalszy 340 kilometrowy wyjazd w tym sezonie, a być może i w całej Polsce jeśli chodzi o rozgrywki trzecioligowców (jeśli jest jakiś zapalony statystyk - geograf to niech da znać czy nie mijamy się z prawdą), wybraliśmy się w 21 osób.

Wielkie podziękowania dla wszystkich obecnych na tym zajebistym wypadzie. Takich chwil jak w sobotę nie doświadcza się na masowych, nudnych do bólu, zorganizowanych wycieczkach.

Był to nasz ostatni sobotni wyjazd w tej lidze. Teraz już tylko wyjazd do Ostródy 19 maja i oczekiwanie na dokładny cel (Lublin czy Rzeszów) eskapady przypadającej na 11 czerwca. Innej opcji niż zwycięstwo w tej lidze nie przewidujemy!

Dodatkowa informacja dla statystyków - 2 maja w Pucharze Polski wspieramy naszą warszawską brać w 150 osób.

Najdalej i pierwszy raz w historii – czyli wyjazd do Wasilkowa